Jak policzyć zapotrzebowanie na farbę przed zakupem
Zakup farby to jeden z tych etapów remontu, na którym najłatwiej stracić pieniądze. Puszki są dostępne w standardowych pojemnościach, a producenci podają wydajność w litrach na metr kwadratowy, ale rzeczywiste zużycie niemal zawsze różni się od deklaracji. Żeby nie zostać z połową puszki, trzeba policzyć powierzchnię do malowania, uwzględnić liczbę warstw i dodać zapas na poprawki.
Zacznij od zmierzenia ścian i sufitów. Dla każdej ściany pomnóż szerokość przez wysokość, a wyniki zsumuj. Odejmij okna i drzwi, ale nie więcej niż realnie zajmują — ramy i wnęki też się maluje. Jeśli planujesz malować sufit, dolicz jego powierzchnię osobno. Sufit pochłania więcej farby niż ściany, zwłaszcza gdy jest chropowaty albo wcześniej nie był malowany. Warto zajrzeć do materiałów, które wyjaśniają, ile farby na pokój faktycznie schodzi w praktyce, bo deklarowana wydajność bywa liczona dla idealnie gładkiego podłoża i jednej warstwy.
Liczba warstw to drugi czynnik, o którym łatwo zapomnieć. Świeży tynk, gładź albo zmiana koloru z ciemnego na jasny wymagają dwóch, a czasem trzech warstw. Każda kolejna warstwa to ponowne przemnożenie powierzchni przez zużycie. Do tego dochodzi gruntowanie, które również zużywa materiał, choć w innych proporcjach. Jeśli malujesz wałkiem, na ścianie zostaje mniej farby niż przy natrysku, ale i tak część zostaje w kuwetce i na wałku.
Na koniec dodaj zapas. Przyjmuje się, że bezpiecznie jest kupić o dziesięć do piętnastu procent więcej, niż wynika z obliczeń. Resztę farby można zostawić na późniejsze poprawki — zarysowania po meblach czy ślady po pracach instalacyjnych zdarzają się zawsze. Lepiej mieć jednolitą partię pod ręką niż szukać identycznego odcienia pół roku później, gdy producent zmieni formułę.